sobota, 4 maja 2013

Mama co robisz? Czyli jak dołożyć sobie roboty...

Siedzę sobie na kanapie i dłubię igłą w jakimś kawałku materiału, a że ostatnio ma to miejsce prawie codziennie to się dziecię zainteresowało:
-Mama, co robisz?
-Szyję
-A co?
-Sukienkę.
-Dla mnie?
-Nie, sobie...
-Ja też chcę.
-Dobra- palnęła matka zanim się połapała,co mówi i co to tak naprawdę oznacza.

Ale słowo się rzekło...Poszła matka do szafki i wydobyła stare gazety:
-To jaką chcesz?-spytała dzieciny otwierając Kółko Domowe z 1862 roku
-Różową.
-No dobra (przynajmniej nareszcie się przyda kawałek różowiasto różowego lnu kupionego nie wiadomo po co kiedyś tam)
Wybór padł  na tą  sukienkę:


Fajnie było póki nie przeczytałam tego:
"Forma sukni zwanej casaque, której stanik kraje się z jednej sztuki ze spódnicą, dana tu na wzrost dziesięcioletniej dziewczynki. Wyłoga (renverse)  okalająca ramiona i schodząca aż na sam dół sukni, czyni ja zarówno stosowną na przechadzkę jak do pokoju.
N8 dany dwa razy oznacza dwie części przodu sukni, jedną z wykrojem pachy, a drugą z wykrojem szyi. Dwie te części zszywają się ze sobą, razem z wpuszczoną pomiędzy nie wyłogą, której rysunek umieszczony jest kropeczkami. Z tyłu wyłoga ta przyszywa się na wierzchu stanika tworząc tak zwaną bertę. Kontrafałdów w spódnicy daje się cztery, dwa pod plecami  stanika, dwa pod boczkami."
I nijak nie mogłam tego przełożyć na ten wykrój i "Rysunek całej sukienki", bo ani tych kontrafałdów ani wyłogi jak dla mnie jakoś tam nie widać. Wreszcie w desperacji wycięłam wszystkie kawałki z papieru, co wyglądało mniej więcej tak:



 a potem wszystko razem posklejałam taśmą klejącą :
na koniec "złożyłam" kontrafałdy:

 
Potem trzeba było wyrównać/obciąć dół i "zszyć" taśmą klejącą na plecach:



Żeby zobaczyć gotową sukienkę :-) w wersji papierowej.

Pierwszy wniosek jaki mi się nasunął po tym doświadczeniu to, że wtedy kobity chyba zdolniejsze były. Może jakby prawdziwa krawcowa czytała te opisy z gazety to od razu po pierwszym spojrzeniu na wykrój wiedziałaby o co chodzi. Ja nijak nie umiałam przełożyć tego wykroju na końcowy efekt póki nie zrobiłam sobie tej papierowej sukienki. Ale z drugiej strony gazeta z tym wykrojem nie była branżową gazetą XIX-wiecznych krawcowych tylko gazetą dla każdego, a więc dla pań i dla panienek nie kończących żadnych kursów w kierunku szycia. Ale z trzeciej strony ja też nigdy żadnego kursu kroju i szycia nie kończyłam...
W każdym razie dzięki papierowej sukience wiem, co z czym połączyć a nawet dojrzałam wyłogę na rysunku sukienki. Teraz cały wykrój muszę przeliczyć na wymiary córy,  narysować go na jakiejś starej tkaninie, zeszyć, dopasować i dokroić na córce, a to co mi wyjdzie na dziecku rozpruć i dopiero zrobić właściwy wykrój na właściwej tkaninie. Dzięki temu również wiem, co mnie czeka z dorosłymi sukienkami. Wszystkie wykroje mam na kartkach A4. Część z nich mogłabym powiększyć i wydrukować w wielkościach jakie podane były i dołączone do gazet z epoki. Oryginalne opisy mają podane właściwe wymiary a wykroje miały odpowiednie wielkości, z tym, że w dzisiejszych czasach nic to nie da. XIX- wieczna kobieca sylwetka miała zupełnie inne proporcje: wąziutką talię, małe ramiona, duży biust i ogromne wręcz w porównaniu z wyższymi partiami ciała  biodra, nie mówiąc już o tym, że wszyscy wtedy byli niżsi. Stąd też jednym z największych problemów przy wystawach ubiorów jest skąd wziąć manekiny na których suknie się dopną i będą sięgać ziemi. Niestety manekiny na dzieci czy np wielkości dzisiejszych 12-latek też nic tu nie pomogą, bo proporcje ciała mają inne.
Dorosłe sukienki też będę na początek kroić na byle jakiej tkaninie, dopasowywać na właścicielce i potem dopiero wycinać na właściwym materiale. Papierowego wykroju chyba nie ma sensu robić.

Kończąc ten przydługi post dodam jeszcze tylko, że córki mam dwie i skoro jednej obiecałam sukienkę to i dla drugiej też coś uszyć muszę. Przynajmniej jeden bal przebierańców w przedszkolu mam z głowy.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Ładne?

Wzór haftu krzyżykowego i jego troszkę zmodyfikowany efekt ( nie udało mi się kupić wystarczająco szerokiej taśmy, by się zmieścił cały wzorek ).Gazeta to La Mode Illustree z 1878 roku.  Tasiemka za niedługo znajdzie się na właściwym miejscu.

sobota, 20 kwietnia 2013

Porównanie



Na przykładzie tych dwóch sukienek łatwo można zauważyć zmiany jakie zaszły może nie do końca w modzie, ale w szyciu przez ok. 6 lat począwszy od 1860 roku. Dwa posty niżej można zobaczyć to na stelażach, teraz pokażę to na sukniach.
Pierwsza suknia to właśnie ok. 1860 rok, druga to 1867. I co nam się tutaj zmieniło? Pierwsza spódnica jest krojona z kilku kawałków materiału i ułożona w równe fałdy przy pasie. Druga też krojona z kilku kawałków, ale zwężających się ku górze przez co nie ma już fałd, jedynie drobne marszczenia  z tyłu, aby lepiej wyeksponować tren.  Kolejna zmiana to krój stanika, w zielonej jest on krojony w szpic na dole, w białej szpica już nie ma, dzięki czemu można dodawać do sukni różne paski i szarfy. No i na koniec chyba najbardziej rzucająca się w oczy różnica tj kształt spódnicy. Suknia A.D.1860 jest na okrągłym stelażu, suknia A.D.1867 na stelażu z przodu spłaszczonym a z tyłu wydłużonym w mały tren i tym samym zmierzającym ku pierwszej tiurniurze. Zresztą tiurniurę eksponującą tył spódnicy wymyślił Charles Frederick Worth, paryski projektant ubiorów cesarzowej Eugenii,cesarzowej Sissi i wielu innych koronowanych głów czyli ten sam człowiek, który zaprojektował tę właśnie biało zieloną suknię. I chyba tu już zaczyna być widać jaką drogą szedł, aby móc na końcu powiedzieć:"Rewolucja 1870 * roku to nic w porównaniu z moją rewolucją, to JA zdetronizowałem krynolinę."

*tzw "Komuna Paryska"zryw robotników i inteligencji Paryża, po klęsce w wojnie francusko-pruskiej.

Odpadłam...piękna

Suknia Worth & Bobergh z  1867 roku przechowywana w Muzeum w Ontario.
Piękna.Właśnie myślę jak materiały jakie mam do poprzedniej wersji  krynoliny wykorzystać do tej sukni.


czwartek, 11 kwietnia 2013

Krynolina do poprawki


Mierzyć ... mierzyć i jeszcze raz mierzyć a nie szyć w ciemno nawet jeśli wzór był nie wiadomo jak dobry. Uszyłam krynolinę i halkę do niej -wszystko wg oryginalnych wzorów i opisów i okazało się , ze wzór sobie a figura człowieka sobie.

Co tu nie gra?
- halka jest za długa i za mało pomarszczona w pasie
(poza tym myślałam , że się wykończę albo maszynę na tych falbankach- lekko licząc jest ich ze 40 metrów)
Halka jest z 4 klinów rozszerzajacych sie do dołu. Na dole w obwodzie jest ok. 4,5 m, u góry ok. 1 m, zmarszczony na pasku do ok. 70 cm. W pasek wpuszczony jest sznurek co potem na gorsecie zwęzi nam go o dalsze 10-15 cm :-)
Teraz jak widać muszę halkę skrócić. Zrobię to przy pasie ucinając o ok. 10 cm górę co da nam jakieś 120 cm , które znowu zwężę do paska,  do tych 70 cm , co da nam większą ilość marszczenia i tym samym zacznie się to tam  lepiej układać.
-pod spodem jest halka z fiszbinami, których jest za mało
Ja dałam trzy,teraz widzę , że potrzeba conajmniej jeszcze trzech. Halka z falbankami jest dość ciężka i materiał  z fiszbinami zapada się pod  nią dając jakiś dziwny kształt.

W tamtych czasach były dwie metody na stelaż krynoliny. Jedną z nich było tworzenie  klatki ze stalowych drutów łączonych paskami materiału jak na przykład taki zachowany w zbiorach Muzeum w Nowym Jorku

Albo taki- również z nowojorskiego muzeum, gdzie w materiał, w tunele jest wpuszczony stalowy drut

  Ja wykorzystałam drugi wzór. Wykroiłam w białym płótnie cztery kliny rozszerzające się ku dołowi -wg tego samego wykroju jak halkę z falbankami i podobnie zwęziłam przy pasie, z tym, że kliny były trochę dłuższe. Potem zszyłam na trzech wysokościach materiał z sobą tworząc tunel na fiszbiny. Teraz wiem, że lepszą metodą na tunele jest naszycie paska materiału- tak jak to robiłam przy tiurniurze. Tunele nie mogą być za wąskie, fiszbin musi w nim lekko latać, bo jak będzie miał za ciasno to odkształci się. Moje poprawki polegać będą na tym, że skrócę trochę fiszbin- spódnica już nie bedzie miała 4,5 metra w obwodzie, dzieki temu będzie mniej napręzony w tunelu więc nie będzie się odkształcał, a nowym fiszbinom zrobię tunele naszywając tkaninę.No i zobaczymy co z tego wyniknie. 

Na tych dwóch stelażach widać bardzo dobrze drobne zmiany jakie zaszły około 1860 roku w modzie. Pierwszy stelaż jest okrągły i równo otacza noszącą go. Drugi jest lekko spłaszczony z przodu i wydłużony do tyłu. W tym samym też czasie zaszły zmiany w kroju sukien. Powoli zanikał stanik wydłużony na dole w szpic- moda na takowe trwała już prawie 200  lat . Spódnica wcześniej krojona z prostych brytów marszczonych w pasie jest teraz szyta z klinów węższych u góry a szerszych na dole, chociaż nadal gęsto marszczonych w talii. Tę właśnie "nowość" wykorzystałam przy krojeniu halek.

No to idę walczyć z materią...



środa, 3 kwietnia 2013

Święta były pracowite

Dużo sie uszyło ostatnio, a więc jedziemy :
-Tiurniura do sukni z 1886 roku, z lnu, ozdobiona bawełnianą koronką wzorowana na zachowanym egzemplarzu z Muzeum w Nowym Jorku z własnymi wariacjami aby lepiej pasowała do figury.  

Oryginalna nowojorska tiurniura ma na górze poduszkę, ja wszyłam dwa fiszbiny na krzyż, które są przedłużone mniej więcej do czwartego od góry fiszbina poziomego. Od środka jest tkanina tylko do wysokości ud, przez co tyłek wkomponowuje się w dziurę a tkaniny boczne ładniej układają na biodrach. Dzięki temu całość lepiej odstaje na tyłku, a przez pionowe fiszbiny "nie załamuje się" pod ciężarem halki i sukien i trzyma kąt prawie prosty w stosunku do pleców. Kształt tiurniura utrzymuje dzięki tej tkaninie na dole i "półce" na górze


 
Następne w kolejności były halki:

-Halka do sukni z tiurniurą, wzorowana była na halce z Petersons Lady Magazine z 1883 roku, ale oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś nie zmieniła.
Na rysunku z gazety nie widać konstrukcji halki, więc musiałam coś sama wymyślić. Moja halka jest z czterech klinów. Zrobiłam jeden krótszy, na przód w kształcie trapezu i jeden dłuższy - o długość odstającej tiurniury - na tył. Ten tylny rozcięłam na pół i tam wstawiłam prostokąt z wcześniej naszytymi falbankami. Ten prostokąt pomarszczyłam potem w pasie i to jest ta część, która leży na wystającym fragmencie tiurniury. Na sam koniec cały dół obszyłam falbanką z koronką. Koronki około 1886 roku były już tanie w porównaniu z wcześniejszymi czasami, bo były wytwarzane maszynowo, więc ówczesne suknie i bielizna masowo wręcz były nimi ozdabiane. Jednak mimo wszystko nie ozdabiano bielizny aż taką ilością koronek jak ja to zrobiłam, ale nie mogłam się powstrzymać :-) Najczęściej obszywano tylko dolne falbanki czyli to,co ewentualnie mogło czasem wyjrzeć spod sukni.    


-Halka do princesy, wzór La Mode Ilustree 1876 rok, wraz z moimi wariacjami.
Moja halka składa się z dwóch trapezowatych klinów, rozszerzających się ku dołowi obszytych falbaną z koronką. Na tył dopina się część z trenem - dwa guziki w pasie, dwa w miejscu gdzie zaczynają sie falbany i dwa na dole. Tren też z obszytych koronką falban. Sam tren to ten sam klin z jakiego jest halka tylko zaokrąglony po bokach, z doszytym na górze prostokątem lekko pomarszczonym aby tył też nieco odstawał.
 
 

Joanna Puchalik